Z górnej półki- cykl wirtualnych spotkań z poezją /spotkanie X

  • 24 kwietnia 2020, 05:00
  • Sławomir Żyłka
Z górnej półki- cykl wirtualnych spotkań z poezją /spotkanie X
Witam w nowym cyklu wirtualnych spotkań z poezją w Łukowskim Ośrodku Kultury. Projekt „z górnej półki…” to nazwa, którą w tym przypadku należy traktować z przymrużeniem oka, chociaż tak zazwyczaj określamy produkty najwyższego sortu. Chciałbym tu prezentować nie wartości artystyczne a przede wszystkim oryginalność. Reprint książeczki, która zapoczątkuje ten cykl stał na najwyższym poziomie mojej domowej biblioteczki… a że do wielkoludów nie należę przez kilka dni tęsknie spoglądałem w kierunku gdzie stała. Lenistwo w końcu przegrało z narastającą ciekawością, przystawiłem krzesełko i oto...

ACH  JAKA  ŚLICZNA  I  LIRYCZNA… poezja socrealistyczna

Wiersze z okresu socrealizmu.
Te najśmieszniejsze, te najbardziej patetyczne, najniższej jakości i z najgorszymi rymami!
Jednak, w przypadku wybitnych poetów… forma - ponad 100% normy.
Nie będę komentował treści bo ona nie da się obronić… a potępienie już się dokonało. 
W przypadku niektórych autorów przytoczę równolegle także poetyckie perełki. 

***
WIKTOR WOROSZYLSKI
 „Czuwającym w noc noworoczną” 

Młodym - 
aby rośli, dojrzewali.
Ojczyźnie - 
socjalistycznego szczęścia.
No, a czego
mam dziś życzyć wam,
towarzysze
ze Służby Bezpieczeństwa

Noc noworoczna
jak to noc,
cicha.
Księżyc, obłoczki - czyż im nie ufać?
Ale wróg w tę noc,
jak i w inne czyha.
I wam w tę noc
jak we wszystkie - 
czuwać.

Towarzysze moi,
silni i twardzi,
przyjaciele moi,
niezawodni i pewni - 
wybrano was,
najlepszych z klasy i partii,
byście Rewolucji, jak córki, strzegli. 
Pierwszy rok.
Drugi rok.
Śmiały rok.
Trudny rok.
Rok - robociarz znów po zmianie odchodzi.
I oto
wszystkich spraw naszych okręt
wypływa na szerokie
roku nowego
wody.

Na horyzoncie - socjalizm!
Aby szybciej doń dotrzeć,
dołożymy:
jedni - węgla serdecznego, drudzy - wierszy.

WIKTOR WOROSZYLSKI
„Państwa faszystowskie” 

Niedługo po wojnie 1914-1918 w Europie
powstały pierwsze państwa faszystowskie.
W tych państwach słońce wschodziło i zachodziło o normalnej porze…
opromieniając dachy domostw i wzgórz zieloną spadzistość.
W oborach łagodnie ryczało bydło.
Matki o świcie budziły dzieci całując je w czoło.
Ojcowie wracając z pracy ze znużeniem radosnym w kościach
wdychali dym domowego ogniska… zaś po obiedzie zasypiali w fotelu
bądź też majsterkowali wytrwale bądź też muzykowali z zapałem.
Dzieci bawiły się w klipę… w klasy i w chowanego.
Małym dziewczynkom rosły piersi i dziewczynki z dnia na dzień
zamieniały się w duże dziewczyny wypełnione szeptem… szmerem
jak drzewa w lesie chichotem nagłym…
na którego dźwięk chłopcom zasychało w gardle.
W letnie wieczory na firankach podświetlonych od wewnątrz
schodziły się cienie… rozchodziły i znów schodziły miłośnie.
Zaś zimą kochankowie łowili ustami parę z ust w ośnieżonych ogrodach.
I jeszcze…
można wspomnieć o kotach wyginających się w kabłąk…
o wróblach wzlatujących nad jezdnią…
o staruszkach na przyzbie… o kwiatach ciętych i doniczkowych…
o pielęgniarkach podających chorym termometr…
o ludziach z miotłą zamiatających ulice.
O drewnie rozsychającym się…
bruździe w polu… wilgotnym wietrze w zaroślach.
I jeszcze można wiele wymienić zjawisk świadczących, że…
Albowiem nie było znaków na niebie:
komet żałobnych…
wody w krew zamienionej…
krzaków płonących…
albowiem życie biegło zwyczajnie…
więc naprawdę w państwach tych
wielu było…
ludzi zwyczajnych i ludzi dobrych…
i takich którzy nie wiedzieli o niczym…
i którym nie przychodziło na myśl…
 i którzy nie czuli się współwinowajcami…
i którzy nie mieli z tym nic wspólnego…
i którzy nawet nie czytali gazet lub też czytali niedbale
zajęci myślami o tym, że trzeba naprawić…
przeciekający dach…
oddać buty do szewca…
oświadczyć się…
wypić kufel piwa!
wymieszać farby…
zapalić świeczkę…
i którzy…
Naprawdę nie dostrzegali strachu w oczach sąsiada…
nie słyszeli drżenia w głosie pytającego o drogę…
nie dostrzegali różnicy…
nie słyszeli głosu w sobie,
albo skoro domyślali się czegoś… nie mogli nic zrobić…
i pocieszali się mówiąc:
My przynajmniej… nie robimy nic złego,
żyjemy jak żyliśmy zawsze. Co było prawdą…
A jednak… były to
państwa faszystowskie

Wiktor Woroszylski (1927-1996) był poetą (m.in. „Zagłada gatunków”; „Dziennik internowania. Grudzień 1981 - luty 1982, Białołęka – Jaworze”), prozaikiem („Dziennik węgierski”), tłumaczem (antologia „Moi Moskale”), autorem książek dla dzieci i młodzieży („Cyryl, gdzie jesteś?”; „I ty zostaniesz Indianinem”).
 

Sławomir Żyłka

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Łukowski Ośrodek Kultury z siedzibą w Łukowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe